Kratki wentylacyjne na kominach – brak pieczystego na obiad
Pamiętam film pt. „Gremliny” a w nim smutną wigilijną historię bohaterki, której ojciec, przebrawszy się za Świętego Mikołaja, wspina się na dach, aby zsunąć się z niego do mieszkania przez komin wentylacyjny. Niestety gabaryty Mikołaja w pełnym rynsztunku wraz z workiem, powodują że klinuje się on w kominie, pozostając w nim na czas dłuższy. Zagoniony ojciec odnajduje się dopiero podczas pierwszego przymrozku, gdy próba napalenia w kominku napotyka na opór wentylacji. Otóż, gdyby główna bohaterka miała zamontowane na kominach kratki wentylacyjne, dramatyczna sytuacja nie miałaby się prawa zdarzyć. W dawnych czasach zdarzało się również, że kanały wentylacyjne zatykane były przez przypadkowo zagubione w locie ptaki, które wpadły do przewodu i nie były w stanie się z niego wydostać. Jeśli przewód był wystarczająco szeroki, by ptak przeleciał przez komin, można było mieć nadzieję na obiad, częściej jednak brak zabezpieczenia w kratki wentylacyjne powodował konieczność wzywania na pomoc kominiarza, który usuwał martwe gołębie. Obecnie w standardzie stosuje się już kratki wentylacyjne na kominach, na pieczyste nie już więc co liczyć, ale dzięki temu, przewody są zabezpieczone przed zatkaniem ciałami obcymi.